CHODZENIE JAKO TRENING.

Kiedy mało znaczy więcej.

wtorek, 22 Październik 2019

Grzegorz zapowiadał się na klienta idealnego. Godziny spędzone przed monitorem komputera oraz nie przespane nocki doprowadziły ciało do wyczerpania i stanu rozsypki. Wiedział że jeśli nie weźmie swoje życie w ryzy, prędzej czy później słabo skończy.

Obietnice oraz ustalenia treningowe, jednak okazały się słomianym zapałem. Ostatecznie zredukował rutynę treningową do 1, max 2 dni w tygodniu z trenerem personalnym, porzucając całkowicie „zadania domowe”.

Jak przełamać niechęć, kiedy osobie brakuje motywacji?  Grzegorza receptą, poza 2 treningami siłowymi, były 2-3 treningów kardio w tygodniu.  W odpowiedzi na brak czasu, chęci, motywacji, zasugerowałem SPACERY.

Chodzenie w odróżnieniu do rutyn takich jak sprinty, HIIT-y, czy nawet bieganie, wydają się „spacerem po parku”.  I oto właśnie chodzi.  Obniżenie rytmu serca równomierne do kadencji 100 kroków na minutę (około 5km/godz.) zaliczane jest jako trening o umiarkowanej intensywności.  Zwiększając tempo do 130 kroków na minutę (około 6,5km/godz.) podchodzisz pod idealny próg aerobowy do spalania tkanki tłuszczowej.

Dla osób takich jak Grzegorz, cierpiących na brak czasu i motywacji, łatwiej jest wygenerować trzy aktywne marsze w tygodniu.   Taki trening  (30 – 60 minutowy spacer) zaczyna się w momencie kiedy zamykasz za sobą drzwi a kończy kiedy ściągasz obuwie.  To prawie tak jak byś pojechał samochodem na siłownie, nie znalazł miejsca na parking, zawrócił i przyjechał do domu.

Celuj aby twoje tętno oscylowało pomiędzy 130-160 uderzeń na minutę.  Taki rodzaj treningu, na pierwszy rzut oka, wydaje się nie przynosić wielkich rezultatów, lecz nie można się bardziej mylić.  W tym wypadku robić mniej może przynieść znacznie więcej.