HASHIMOTO…

Odnaleźć równowagę: historia nietolerancji ćwiczeń...

czwartek, 9 Sierpień 2018

Jak „ona” może być trenerem? Gdy po raz pierwszy zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy powodowaną przez Hashimoto, widziałam już różnice w mojej tolerancji na ćwiczenia. Zyskiwałam na wadze bez konkretnego powodu i potrzebowałam dłuższego czasu na regenerację pomiędzy treningami. Ciągle miałam ochotę spać, pojawiały się zachcianki na jedzenie, którego normalnie unikam i bolały mnie mięśnie.
Po terapii „T4” (hormon tarczycy) nadal walczyłam z brakiem energii i zmniejszonymi możliwościami treningowymi. Patrzyłam na siebie w lustrze i nie widziałam osoby, którą byłam 6 miesięcy wcześniej. Byłam smutna i sfrustrowana. To był mój zawód, a ja nie wyglądałam już jak trener personalny. Byłam zdeterminowana, by pozostać tą samą troskliwą, motywującą osobą dla wszystkich moich klientów, ale czułam, że inni zastanawiali się: „Jak ona może być trenerem?”.
Walcząc, by pokonać tą przeszkodę w moim życiu, zaczęłam przyglądać się nieprawidłowościom towarzyszącym mojej chorobie. Ku mojemu zaskoczeniu odnalazłam coś, co znałam: wypalenie nadnerczy!
Występuje często u ludzi, którzy dużo ćwiczą. Jesteśmy tak bardzo pochłonięci swoim wyglądem, że nie przywiązujemy wagi do tego, jak się czujemy.
Zaczęłam przybierać na wadze, więc trenowałam mocniej i dłużej. Trwało to wiele lat. Zanim zdiagnozowano mnie w 2014 roku, byłam wykończona. Niedoczynność tarczycy z pewnością przyczyniła się do mojego letargicznego stanu, ale nie słuchałam swojego ciała, które kazało mi odpocząć.

Odpoczynek… Odpocząć? Odpocząć? Przecież ja i tak za dużo odpoczywałam! Nie mogłam zrozumieć, że potrzebuję jeszcze więcej.
Nie muszę pewnie mówić, że dostosowanie się do nowego stanu zdrowia było dla mnie trudne, ale byłam zdeterminowana, by się z tym uporać!
Lista objawów wypalenia nadnerczy jest dokładnie taka sama, jak w przypadku niedoczynności tarczycy. Prawdopodobnie dlatego wielu z nas uważa, że problemy z tarczycą nie zostały rozwiązane. Często zanim zostaniemy zdiagnozowani, jesteśmy już w stanie wypalenia nadnerczy. Zaczynamy przyjmować leki i robić badania krwi, by wyniki znalazły się w odpowiednim zakresie. Wszystko to dokłada nam stres, stres i jeszcze więcej stresu! W międzyczasie waga się nie zmniejsza. Można dostać depresji, a niektórzy mogą nawet poczuć, że oszaleli.

Kortyzol…
W jaki sposób stres może wpływać na nadnercza i powodować objawy podobne do niedoczynności tarczycy? Magiczne słowo to kortyzol.
Kortyzol, hormon steroidowy, produkowany przez korę nadnerczy, uwalniany jest w odpowiedzi na stres. W stanie głodówki kortyzol stymuluje i aktywuje ścieżki antystresowe i przeciwzapalne. Inaczej mówiąc, przeciwdziała uwalnianiu substancji, które powodują stany zapalne. Dodatkowo, rozbija glikogen w wątrobie i tkance mięśniowej na glukozę.
Kortyzol to centrum właściwego funkcjonowania metabolizmu. Jego głównym celem jest zwiększanie rozpadu białek, hamowanie pobierania glukozy i zwiększanie lipolizy (rozpadu tłuszczów w organizmie). Gdy poziom kortyzolu jest chronicznie podwyższony przez długi czas, potrafi zmienić system odpornościowy, nastrój, skład ciała, wydajność podczas ćwiczeń oraz zdolność do wykonywania codziennych zadań. Może również przyjąć działanie kataboliczne polegające na rozbijaniu tkanki mięśniowej i może zmniejszać siłę oraz wzrost mięśni. Gdy jesteś nieustannie zestresowany, fizycznie i psychicznie, tłuszcz, białka i węglowodany ulegają nieustannemu metabolizmowi. Poziom epinefryny jest wysoki i do akcji wchodzi cały układ hormonalny.
Gdy nadnercza ulegają stresowi, twój organizm jest w nieustannym stanie rozpadu i utraty tkanki mięśniowej. Metabolizm tłuszczu jest wstrzymany, system odpornościowy osłabiony, przez co słabo reaguje na choroby.